Kolejny dzień czas zacząć

Około godziny 5-6 jak zaczynało robić się jasno naszym oczom ukazał się obraz Indyjskich pustkowi. Teren niziny równia po horyzont porośnięta drzewami i krzewami. Pomiędzy tym urodzajem nie wielkie pola uprawne. I tu nagle zonk na jednym z pól parę metrów od pociągu tubylec w pozycji zjazdowej Małysza załatwia swoją potrzebę,koło niego butelka z wodą. Co tu dużo komentować trochę śmiechu było do czasu gdy coraz częściej ten widok zaczął się powtarzać. Były momenty że łamało się koło siebie kilka osób, zawsze ten sam schemat ustawienia ciała zmieniały się tylko twarze i butelki czy też małe metalowe wiadereczka.
Wtedy zaczęliśmy się zastanawiać o co tutaj chodzi, dlatego tak wiele ludzi po prostu sra w szczerym polu nie czając się w krzakach przy tym lecz przy samych torach i przejeżdżający pociąg nie robi na nich wrażenia.
Po wnikliwiej analizie doszliśmy do wnioski że ci "rolnicy" w ten sposób nawożą swoje pola.
Wsie w Indiach są bardzo małe, raczej bardziej można je nazwać osadami, widzieliśmy nagie dzieciaki lub np 20 osób śpiących pod gołym niebem . Co się rzucało w oczy to jedna rzecz którą robili od samego rana.
Lepili jakieś placki ze słomy pewnie to był nawóz.
Żałuje że nie mieliśmy okazji odwiedzić wsi bo widziałem z okna pociągu kobiety ubrane w kolorowe szaty zbierające jakieś mocno pomarańczowe kwiaty. fotka marzenie by była
Około godziny 9 byliśmy już w Varanasi, jeszcze dobrze nie postawiłem drugiej nogi na peronie a już był przy mnie rikszarz proponując transport i pomoc.
W sumie po 15 godzinach jazdy nawet było nam to na rękę.
Jeszcze poprzedniego dnia w przewodniku znaleźliśmy interesującą nas część miasta i padło proste pytanie za ile tam się dostaniemy.
Cena wyniosła 80 rupi jak się później okazało za 50-60 też by dało rade dojechać z godnie z cennikiem dla turystów:)
Przedstawiliśmy kierowcy jakiego typu hotelu szukamy i za jaką kwotę.no i sprostał naszym wymaganiom, bardzo przyzwoite pokoje do tego dobry kucharz w restauracji no i cena 400 w pełni nam pasowała.
Hotel nad samym Gangesem.
Pierwsza wyprawa nad Ganges:
Po załatwieniu formalności z miłym dziadziem z recepcji wybraliśmy się nad Ganges.
I tu już niespodzianka, gościu myje stado krów wtf? w świętej rzecze? w sumie święte zwierze to chyba mogą

przeszliśmy się z 20 metrów i tym razem 4 facetów brało kąpiel. Tak sobie pomyślałem co w tej rzecze musi już być gdy nagle jeden z myjących zaczął sobie usta tą wodą pukać.
Ja bym tam wszedł i coś złapał pewnie.
Pierwszy dzień zakończyliśmy dość szybko bo podróż dała nam w kość.