Pytanko apropo biegania, troche poczytalem w necie na temat biegania naczczo I zaciekawilo mnie kilka stwierdzen;
- ponoc biegajac rano, organizm czerpie energie z miesni I jest lipa
- ponoc bieganie rano psuje metabolizm
- lepiej biegac wieczorem / ew pora nie gra roli
Sa to opinie osob z roznych for internetowych, mogl to napisac kazdy wiec nie jest to za bardzo wiarygodne. Anyway moglbys sie do tego ustosunkowac? W szczegolnosci zwracam sie do 90s'a ale zachecam wszystkich do dyskusji.
Odrazu powiem, ze pamietam to co pisales o spalani (z rana pusty zoladek etc), chcialbym tylko zebys rozwial moje watpliwosci (moze nie tylko moje ;p)
Pytanko jeszcze co do dystansu I czasu. Co jest wazniejsze? Bo np dzis (fakt ze zaczynam dopiero bieganie) przegieglem ok 3km w 25 min I bylem ostro zniszczony ;p przy biegu dziwne uczucie w okolicy brzucha, nie wiem czy to bylo spowodowane procesem spalania tkanki tluszczowej czy to kwestia mojej wyobrazni

Anyway chodzi mi o to czy wazne jest to zeby biec dlugo, czy to kwestia ile energi w to wlozylismy (intensywnosc)?